Ostre spięcia polityczne i personalne utarczki zdominowały czwartkowe posiedzenie sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.
Jak wynika z relacji parlamentarnych, opiniowanie kandydatur Macieja Berka i prof. Artura Kotowskiego do Trybunału Konstytucyjnego przerodziło się w gwałtowny spór między posłami KO i PiS.
Mimo burzliwej dyskusji komisja pozytywnie zaopiniowała Berka, a o obsadzeniu wakatu Sejm zdecyduje w piątek 4 września.
Awantura wybuchła wokół tego, że Berek miałby przejść wprost ze stanowiska ministra w rządzie Donalda Tuska do sądu konstytucyjnego, oraz wokół zarzutów o niespełnianie wymogów formalnych. Opozycja zarzucała kandydatowi hipokryzję i łamanie prawa, a przedstawiciele większości odpierali te ataki. Skończyło się bezpośrednimi starciami słownymi i chwilową utratą panowania nad porządkiem obrad.
Ostre starcie Urbaniaka z Jabłońskim
Podczas prezentacji kandydatury Berka doszło do otwartej kłótni. Jarosławowi Urbaniakowi z KO głośno przerywał Paweł Jabłoński z PiS, przez co musiał zareagować przewodniczący komisji Paweł Śliz. Urbaniak nie krył irytacji jego próbami uspokojenia dyskusji i zwrócił się wprost do prowadzącego.
„No nie zmierzamy do końca panie przewodniczący. W trakcie mojej wypowiedzi nie zwraca pan uwagi posłowi Jabłońskiemu. Chłop miał trudności, ma do dzisiaj, z logiką. Ma fobię na moim punkcie. Za każdym razem tak jest. Pan przejrzy, co się dzieje, jak spotykamy się w telewizji. No ma problemy” – mówił.
Jego słowa wywołały falę komentarzy i wzajemnych przekrzykiwań.
Zarzuty o „autostradę z rządu” i brak nieskazitelności
Posłowie PiS ostro zaatakowali niezależność Berka. Sebastian Kaleta pytał, jak kandydat miałby jako sędzia oceniać przepisy, nad których powstawaniem sam czuwał.
„Pana przypadek jest wyjątkowy i dotychczas niespotykany. Nigdy nie zdarzało się, aby do TK kandydował minister aktywny, bezpośrednio odpowiedzialny za całą legislację przez okres prawie 10 lat” – mówił Kaleta.
Przekonywał, że zaangażowanie Berka jako „prawej ręki Donalda Tuska” i zarzucane mu niepublikowanie orzeczeń TK odbierają mu przymiot nieskazitelności charakteru.
W podobnym tonie wypowiadał się Michał Woś.
„Autostrada wprost z Rady Ministrów do TK z pewnością dla wielu państwa wyborców (…) jest czymś rażącym. Dlatego chciałem [prosić] o taką uczciwość wobec opinii publicznej i żeby pan przedstawił swoje stanowisko” – zwracał się do kandydata.
Riposta Berka i spór o wymogi formalne
Opozycja próbowała zdyskwalifikować Berka, zarzucając mu brak wymaganego, dziesięcioletniego stażu radcy prawnego. Paweł Jabłoński wskazywał, że choć we wniosku zgłoszeniowym figuruje wykonywanie zawodu od 2001 roku, to własną kancelarię Berek prowadził jedynie w latach 2022 i 2023. Twierdził też, powołując się na kontrolę poselską, że w żadnej z zapytanych przez niego instytucji kandydat nie wykonywał zawodu radcy prawnego.
Berek stanowczo odrzucił te zastrzeżenia.
„Prowadzenie kancelarii radcy prawnego to nie jest to samo, co wykonywanie zawodu radcy prawnego” – tłumaczył.
Dodał, że zawód ten można wykonywać także na podstawie umów cywilnoprawnych, bez prowadzenia własnej kancelarii. Odpierał też zarzuty o polityczną dyspozycyjność wobec premiera, podsumowując swoją karierę.
„28 lat przepracowałem dla państwa, z tego trzy lata pełniłem funkcję członka Rady Ministrów. Z każdego roku tej pracy jestem dumny. (…) Nie zamierzam na niczyje potrzeby anulować i udawać, że przez 25 lat poprzednich nie wykonywałem pracy urzędniczej” – oświadczył.
W merytorycznej części wystąpienia Berek mówił też o stanie samego Trybunału, który jego zdaniem nie realizuje dziś swoich podstawowych funkcji. Przekonywał, że w TK „muszą orzekać wszyscy i wyłącznie sędziowie prawidłowo wybrani przez Sejm”.
Głosowanie i dalsza droga
Posiedzenie zakończyło się głosowaniem, w którym kandydaturę Berka poparło 16 członków komisji, 10 było przeciw, a jedna osoba wstrzymała się od głosu. Zgłoszony przez PiS prof. Artur Kotowski otrzymał opinię negatywną: za było 11 posłów, przeciw 16. Ostateczną decyzję Sejm podejmie w piątek 4 września.
Kandydatura Berka budzi zresztą opór nie tylko wśród polityków. Jak wynika z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, blisko 60% Polaków uważa, że jego wybór do Trybunału uderza w niezależność sądownictwa i prowadzi do dalszego upolitycznienia tej instytucji.
