Konflikt wokół zaprzysiężenia nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego zaostrza się, a obie strony zaczynają grozić sobie prokuraturą.
Jak wynika z wpisów Macieja Berka oraz wypowiedzi rzecznika prezydenta w Radiu Wnet, spór o procedurę ślubowania może znaleźć finał w organach ścigania.
Prawnik i Kancelaria Prezydenta nawzajem zarzucają sobie łamanie prawa i niedopełnienie obowiązków.
Konflikt zaczął się po wyborze Berka przez Sejm na sędziego TK, którego kadencja miała ruszyć w połowie września. Prezydent Karol Nawrocki wstrzymuje jednak ceremonię, domagając się dowodów na spełnienie wymogów formalnych. W odpowiedzi kandydat zapowiedział zawiadomienie prokuratury, co wywołało natychmiastową i stanowczą reakcję Pałacu.
Zapowiedź zawiadomienia do prokuratury
Maciej Berek skierował do Karola Nawrockiego pismo z wnioskiem o wyznaczenie terminu ślubowania.
– Złożenie ślubowania przez sędziego Trybunału Konstytucyjnego jest jego obowiązkiem – podkreślił we wpisie w mediach społecznościowych.
Przypomniał, że zgodnie z ustawą o statusie sędziów TK niezłożenie ślubowania, potraktowane jako odmowa jego złożenia, prowadziłoby do zrzeczenia się stanowiska sędziego TK.
Berek zaznaczył, że wobec braku kontaktu ze strony Kancelarii Prezydenta poprosił o niezwłoczne wskazanie miejsca i czasu złożenia ślubowania. Zapowiedział zarazem, że jeśli w ciągu kilku tygodni prezydent nie podejmie działań, złoży zawiadomienie do prokuratury o niedopełnieniu obowiązków przez głowę państwa. Przypomnijmy, że Sejm wybrał go na sędziego 4 września, gdy otrzymał 226 głosów.
Pałac Prezydencki żąda potwierdzenia stażu pracy
Do słów kandydata odniósł się w Poranku Wnet rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. Postawił sprawę jasno:
– Pan prezydent nie przyjmie tego ślubowania, dopóki nie będą potwierdzone wszystkie wymogi formalne, które powinien spełnić sędzia Trybunału Konstytucyjnego – zapewnił.
Kancelaria Prezydenta domaga się wykazania dziesięcioletniego stażu w zawodzie radcy prawnego. Ustawa o statusie sędziów TK wymaga bowiem spełnienia warunków stawianych sędziom Sądu Najwyższego lub NSA, a wskazywana w tej sprawie ścieżka mówi o co najmniej dziesięciu latach wykonywania zawodu. Zdaniem Leśkiewicza sam wpis na listę radców to za mało.
– Sam fakt wpisu na listę radców prawnych w Okręgowej Radzie Radców Prawnych nie jest dowodem na to, że ktoś wypełniał obowiązki radcy prawnego – zaznaczył.
Jak dodał, bez odpowiednich zaświadczeń zaprzysiężenie nie jest możliwe.
– Na razie wiemy, że nie spełnia, bo tych dokumentów nie ma – stwierdził.
Pytania o odpowiedzialność karną i rolę marszałka Sejmu
Rzecznik prezydenta odniósł się też do zapowiadanego wniosku do prokuratury i sam odwrócił pytanie o odpowiedzialność karną. Zasugerował, że problem prawny może dotyczyć nie prezydenta, lecz samego Berka.
– Ja postawię takie otwarte pytanie. Czy te próby wywierania presji na prezydencie nie są przy tej okazji próbą złamania prawa i wyłudzenia stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego w celu osiągnięcia osobistych korzyści majątkowych – pytał na antenie, wskazując na wynagrodzenie i przywileje sędziowskie.
Leśkiewicz wskazał również na marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego oraz sejmowych urzędników, którzy jego zdaniem nie dopełnili obowiązków, by zweryfikować, czy kandydat spełnia wszystkie wymogi formalne. W ostrych słowach uderzył też w obóz rządzący.
– Więc my się nie obawiamy presji pana Berka czy rządzących: Tuska i Czarzastego, całej tej ekipy, która jak widać nie czyta Konstytucji i przepisów polskiego prawa. Za to czytają podręczniki czarnego PR-u i w tym są dobrzy – podsumował.
To jednak jego prywatna, mocno stronnicza ocena, a nie stan faktyczny.
Spór częścią pogłębiającego się kryzysu wokół TK
Impas wokół Berka nakłada się na szerszy spór o rolę prezydenta w powoływaniu sędziów TK. W rozmowie zwrócono uwagę, że przy obecnej liczbie sędziów Trybunał może nie być w stanie orzekać w wymaganym składzie. Leśkiewicz przyznał, że kryzys będzie się pogłębiał, choć zastrzegł, że wszystkie działania muszą być zgodne z konstytucją.
Pytany o określenie „zamach stanu”, którego używa prezes TK Bogdan Święczkowski, rzecznik zachował dystans.
– Czy to jest zamach stanu, to są chyba za daleko idące słowa, ale bez wątpienia jest to preludium do takich działań o charakterze siłowym, niezgodnych z ładem konstytucyjnym Rzeczpospolitej – ocenił.
