Tragiczny wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Drugi kierowca ujawnia szczegóły

Drugi kierowca polskiego autokaru opowiedział o tragicznym wypadku na Węgrzech. Mężczyzna relacjonował moment, w którym pojazd wypadł z autostrady M3.

W katastrofie zginęło 12 osób. Kierowca ujawnił także szczegóły dramatycznej akcji ratunkowej oraz ocenił pomoc udzielaną poszkodowanym.

Do wypadku doszło w niedzielę około godz. 1 w rejonie miejscowości Mezoekeresztes na północnym wschodzie Węgier. Autokarem wracało z pielgrzymki w Bośni i Hercegowinie 59 obywateli Polski, w tym 57 pasażerów i dwóch kierowców. Podróżni zmierzali na Podkarpacie. W chwili tragedii drugi kierowca odpoczywał w wygłuszonym miejscu przy środkowych drzwiach pojazdu.

Drugi kierowca polskiego autokaru relacjonuje moment wypadku

Drugi kierowca autokaru w rozmowie z TVN24 opisał chwile, w których zorientował się, że doszło do poważnego wypadku. Jak relacjonował, początkowe momenty pamięta jedynie fragmentarycznie. Sytuacja stała się dla niego jasna dopiero wtedy, gdy pojazd zaczął się przechylać i uderzać.

– Od samego początku to już lekka mgła. Dopiero później, kiedy autobus już zaczyna się przechylać i uderza, w tej kabinie zaczynają się dziać ze mną rzeczy jak w pralce. Zorientowałem się, że jest tragedia, wypadek. Jest moment, kiedy trzeba uciekać z tej kabiny – relacjonował drugi kierowca polskiego autokaru w rozmowie z TVN24.

Mężczyzna w chwili zdarzenia nie prowadził pojazdu. Odpoczywał w wygłuszonym miejscu znajdującym się przy środkowych drzwiach autokaru. Jak opowiadał, zorientował się w sytuacji, gdy pojazd złapał pobocze.

Po wypadku nie było czasu na długie zastanawianie się. Osoby, które zachowały sprawność i mogły się poruszać, zaczęły szukać możliwości wydostania się z rozbitego autokaru. Jednym z wyjść stały się dachowe otwory awaryjne.

– Wyłamaliśmy wyjścia dachowe, awaryjne i kto był najbardziej silny, sprawny, wyskoczył i pomagaliśmy wychodzić. Najpierw od środka kilka osób, a potem już sam wyszedłem i pomagałem osobom, które miały na tyle siły, żeby jeszcze pokonać ten metr różnicy wysokości do tego okna dachowego, wyciągnąć. Pozostałe osoby, które były ciężej ranne albo przygniecione przez siedzenia, wyciągaliśmy dołem – opowiadał drugi kierowca w rozmowie z TVN24.

Z jego relacji wynika, że sposób wydostawania pasażerów zależał od ich stanu. Osoby sprawniejsze mogły opuścić pojazd przez wyjścia dachowe. Ciężej rannym i ludziom przygniecionym przez siedzenia trzeba było natomiast pomagać w inny sposób.

Kierowca mówi o pomocy po katastrofie. Wskazuje na wolontariuszy

Drugi kierowca autokaru odniósł się również do sytuacji poszkodowanych już po wypadku. W rozmowie z TVN24 podkreślił rolę wolontariuszy. Według jego relacji to właśnie ich pomoc miała szczególne znaczenie dla starszych i schorowanych pasażerów.

Dzięki wolontariuszom osoby te mogły przekazywać węgierskim lekarzom informacje dotyczące przyjmowanych leków. W takich sytuacjach możliwość sprawnego porozumienia się z personelem medycznym miała znaczenie dla poszkodowanych wymagających pomocy. Kierowca krytycznie ocenił natomiast wsparcie ze strony polskich tłumaczy, mówiąc, że „tylko odbierali telefony i na tym się kończyło”.

Mężczyzna przedstawił również swoją ocenę działań podejmowanych na miejscu przez stronę węgierską. Jednocześnie wskazał, czego – jego zdaniem – zabrakło ze strony polskiej.

– Węgierska strona robi co może, chociaż uważam, że gdyby było większe wsparcie polskiej strony, ambasady, polskich lekarzy tam na miejscu, to obsługa byłaby dla ludzi milsza, bezpieczniejsza i może by to wszystko przebiegało bardziej sprawnie – ocenił drugi kierowca polskiego autokaru w rozmowie z TVN24.

W wypadku zginęło 12 osób. Dziesięć osób trafiło w bardzo ciężkim stanie do węgierskich szpitali, a 37 podróżnych odniosło lekkie obrażenia. W poniedziałek wieczorem na lotnisku w Jasionce pod Rzeszowem wylądował samolot z pierwszą grupą poszkodowanych Polaków.

Kierowca autokaru trafił do aresztu. Drugi kierowca stanął w jego obronie

Węgierskie służby prowadziły działania dotyczące przyczyn katastrofy. Dotychczasowe ustalenia węgierskiej policji wskazują, że kierowca autokaru zasnął podczas jazdy. Mężczyzna został zatrzymany.

We wtorek jego sprawą zajął się sąd rejonowy w Miszkolcu. Sąd zdecydował o miesięcznym areszcie dla kierowcy pojazdu.

Drugi z kierowców w rozmowie z TVN24 wypowiedział się o zatrzymanym mężczyźnie bardzo dobrze. Podkreślił jego doświadczenie, zachowanie wobec innych oraz osobistą ocenę jego postawy.

– Kierowca nad podziw rzetelny, uczciwy, uczynny na każde jakieś potrzeby (…) Z wielkim doświadczeniem i kulturą osobistą, mimo że sam wiele przeszedł. Szkoda tego człowieka. Rozmawiałem nawet tam z ludźmi, to nikt nie ma pretensji do niego – mówił o aresztowanym drugi kierowca polskiego autokaru w rozmowie z TVN24.

Jego słowa odnoszą się do reakcji osób, z którymi rozmawiał po katastrofie. Jednocześnie formalna sytuacja kierowcy prowadzącego autokar pozostaje związana z decyzją sądu w Miszkolcu. Zgodnie z przekazanymi informacjami mężczyzna został aresztowany na miesiąc.

Tragiczny wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Drugi kierowca ujawnia szczegóły

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *