Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył posiedzenie w sprawie listu żelaznego dla posła Marcina Romanowskiego.
O decyzji poinformował obrońca polityka, mecenas Bartosz Lewandowski.
W tle wciąż toczy się spór o miejsce pobytu byłego wiceministra oraz wniosek obrony o przesłuchanie premiera Donalda Tuska.
Posiedzenie zaplanowano na 30 września na godzinę 13:30. Wydanie listu żelaznego pozwoliłoby politykowi odpowiadać z wolnej stopy, pod warunkiem że będzie stawiał się na wezwania i nie utrudniał postępowania. Oznaczałoby to również uchylenie tymczasowego aresztowania posła, podejrzanego w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. Wniosek o list żelazny Romanowski złożył 4 sierpnia.
Prokuratura i premier mówią co innego
We wniosku Romanowski wskazał, że przebywa w Tyraspolu, stolicy separatystycznego, prorosyjskiego Naddniestrza. I tu zaczyna się najciekawszy wątek sprawy, bo wersje prokuratury i premiera wyraźnie się rozjeżdżają. Prokuratura twierdzi, że nie ma procesowego potwierdzenia pobytu posła w tym regionie, a według ustaleń „Rzeczpospolitej” jest wręcz przekonana, że Romanowskiego w Tyraspolu nie ma.
Zupełnie inaczej mówił premier Donald Tusk.
„Ponieważ bardzo dużo pojawiło się różnych spekulacji i dezinformacji na temat pana Romanowskiego i jego miejsca pobytu, ja mogę powiedzieć, że służby innych państw z regionu, z którymi współpracujemy, potwierdziły nam tę informację, że pan Romanowski znajduje się na 99%, tak na wszelki wypadek to mówię, w Naddniestrzu, w Tyraspolu” – oświadczył premier.
Jak dodał, ten fakt jest wystarczającym komentarzem nie tylko wobec samego Romanowskiego, ale i całej formacji politycznej, która, jego zdaniem, kryła takich ludzi i robi to do dziś.
WYBIJA SIĘ NA OJCU. SYN NAWROCKIEGO I KARIERA NA ZAMÓWIENIE
Obrona chce przesłuchać premiera
Tę rozbieżność między prokuraturą a premierem postanowiła wykorzystać obrona, składając wniosek o przesłuchanie szefa rządu w charakterze świadka.
„Mamy do czynienia z jakąś kuriozalną sytuacją. Z jednej strony prokuratura twierdzi, że Marcina Romanowskiego w Naddniestrzu nie ma i że to jest blef, oni nie mają żadnego potwierdzenia” – mówił mecenas Bartosz Lewandowski w programie „Poranny ring” „Super Expressu”.
Adwokat zwrócił uwagę, że stanowisko premiera było zupełnie inne.
„I wychodzi cały na biało premier Donald Tusk i mówi praktycznie w jednym momencie, że on wie od służb, że na 99 proc. (…) Marcin Romanowski w Naddniestrzu jest” – dodał.
Jak dodał, informacja o pobycie klienta poza Unią Europejską jest dla obrony korzystna.
„Nie wyobrażam sobie, że Donald Tusk okłamywał opinię publiczną w tej sprawie. Byłoby to co najmniej nieodpowiedzialne” – zaznaczył.
Prokuratura: to zbieg
Prokuratura Krajowa 18 sierpnia uznała, że nie ma podstaw do wydania listu żelaznego.
„Dotychczasowa postawa procesowa Marcina Romanowskiego nie daje rękojmi przestrzegania warunków ewentualnego listu żelaznego” – wskazał rzecznik Prokuratury Krajowej Przemysław Nowak.
Wątpliwości budzą też okoliczności samego pisma. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, list nadano 25 lipca nie w Tyraspolu, lecz w oddalonych o kilka kilometrów Benderach. Z kolei podany przez posła adres przy ulicy Szewczenki 17 w Tyraspolu w ogóle nie istnieje, bo między budynkami numer 15 i 21 znajduje się pusty plac.
Do tego dochodzi relacja opisana przez Wyborcza.pl. Polski proboszcz parafii w Tyraspolu miał oświadczyć, że nie widział Romanowskiego ani w kościele, ani w klasztorze przy ulicy Suworowa 17. Ostro sytuację ocenił prokurator krajowy Dariusz Korneluk.
„Nie ulega wątpliwości, że pan Romanowski ukrywa się przed polskim wymiarem sprawiedliwości (…) Mówiąc kolokwialnie, jest zbiegiem” – stwierdził.
Zarzuty wobec posła i sprawa dokumentów
Śledztwo wobec byłego wiceministra sprawiedliwości obejmuje 11 zarzutów, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów za pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości. Za politykiem wystawiono Europejski Nakaz Aresztowania. Osobne wątpliwości budzi jego oświadczenie, że posługuje się paszportem wystawionym na inne imię i nazwisko.
Poseł twierdzi, że dokumenty uzyskał „legalnie”, a procedura odbyła się „na podobnej zasadzie, jak świadkowie koronni”. O losie posła zdecyduje teraz warszawski sąd.
