Prokuratury w Katowicach i Białymstoku zakończyły postępowania w sprawie nieprawidłowości, jakie pojawiły się w protokołach po II turze wyborów prezydenckich z 1 czerwca 2025 roku.
O umorzeniu śledztw poinformowały Gazeta.pl, Onet i Polska Agencja Prasowa. Śledczy przyjrzeli się przypadkom, w których głosy przypisano kandydatom na odwrót. Ustalili przy tym, skąd właściwie brały się te rozbieżności.
Kluczowy wniosek jest taki, że w żadnej z badanych spraw nie chodziło o celowe fałszerstwo ani zmowę członków komisji. Dlatego prokuratorzy postępowania umorzyli albo wystąpili o warunkowe umorzenie. Za pomyłkami stały zwyczajne, ludzkie rzeczy, czyli błędy proceduralne, brak sprawdzenia danych wpisywanych do systemu i zmęczenie ludzi, którzy liczyli karty po kilkunastu godzinach pracy.
Zamiana wyników w Tychach
Prokuratura Okręgowa w Katowicach prawomocnie umorzyła na początku maja sprawę obwodowej komisji nr 35 przy ul. Lwa Tołstoja w Tychach, gdzie w protokole zamieniono wyniki Karola Nawrockiego i Rafała Trzaskowskiego. Oficjalne dane mówiły o 581 głosach dla Nawrockiego i 347 dla Trzaskowskiego, choć w skali całych Tychów to kandydat KO miał zdecydowaną przewagę. Ponowne przeliczenie kart przez tyski sąd w połowie czerwca potwierdziło, że liczby obu kandydatów zamieniono miejscami.
Świadkowie tłumaczyli, że była to zwykła pomyłka wywołana zmęczeniem po całym dniu pracy w upale. Podczas dyktowania danych informatykowi członkini komisji użyła określenia „kandydat pierwszy” wobec osoby z większą liczbą głosów, czyli Trzaskowskiego, tymczasem formularze porządkowały nazwiska alfabetycznie i pozycja pierwsza należała do Nawrockiego. Prokuratura nie znalazła żadnego dowodu na celowe zafałszowanie wyniku.
Katowicka prokuratura umorzyła też trzy inne śledztwa. W komisji nr 47 Nawrockiemu dopisano 40 głosów Trzaskowskiego, w komisji nr 58 różnica sięgnęła 80 głosów, a w komisji nr 53 chodziło o głosy nieważne i niewydane karty. Nigdzie nie dopatrzono się działania umyślnego.Warunkowe umorzenie w Sępopolu
Inaczej potoczyło się śledztwo w sprawie komisji nr 4 w gminie Sępopol, mieszczącej się w szkole podstawowej w Dzietrzychowie. Tam Trzaskowskiemu przypisano 155 głosów, a Nawrockiemu 91, choć w urnie było na odwrót. Komisja po prostu nie sprawdziła, czy dane wpisane do systemu zgadzają się z wydrukowanym protokołem, i błąd trafił do dokumentu.
Prokuratura Okręgowa w Białymstoku skierowała pod koniec sierpnia do sądu w Bartoszycach wniosek o warunkowe umorzenie postępowania wobec siedmiorga członków komisji, którym zarzuciła niedopełnienie obowiązków. Jak wyjaśnił szef prokuratury Mirosław Żoch, wina podejrzanych nie budziła wątpliwości, ale waga czynu była na tyle niewielka, a sami członkowie komisji dotąd niekarani, że nie było potrzeby kierowania sprawy na proces. Sześcioro przyznało się i wyraziło skruchę. Wniosek zakłada dwuletni okres próby oraz świadczenie pieniężne na cele pomocy pokrzywdzonym.
Skala zjawiska w liczbach
Prokuratura Krajowa przeanalizowała w całym kraju głosy z 250 obwodowych komisji. W 166 nie stwierdzono żadnych rozbieżności, w 84 pojawiły się nieścisłości, a w szesnastu doszło do najpoważniejszej pomyłki, czyli odwrotnego przypisania głosów kandydatom.
Na wynik wyborów nie miało to wpływu, bo przewaga Nawrockiego wyniosła blisko 370 tys. głosów. Losy spraw potoczyły się różnie. Część umorzono, w innych skierowano akt oskarżenia lub wniosek o warunkowe umorzenie, a niektóre postępowania wciąż trwają.
„Nie ma żadnych dowodów”. Ekspert stawia sprawę jasno
Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, studził emocje w rozmowie z Onetem. Jego zdaniem pomyłki w liczeniu zdarzają się przy każdych wyborach i trzeba się z tym pogodzić, ale nie oznaczają one fałszerstwa. Zapewniał, że skala tegorocznych błędów nie odbiegała od poprzednich wyborów, a jego organizacja z pewnością zareagowałaby, gdyby liczba pomyłek była alarmująca.
Prawnik ostro ocenił wykorzystywanie tego tematu w polityce.
„Najgorsze jest to, że nawet politycy są w stanie dziś cynicznie podważać wyniki i mówić publicznie, że wybory zostały zmanipulowane. Tylko dlatego, że nie będzie podobał się im wynik wyborczy” — powiedział.
Podkreślał, że nie ma żadnych dowodów na sfałszowanie wyborów, nie znalazła ich nawet katowicka prokuratura, a podważanie procesu wyborczego uznał za nieodpowiedzialne.
Osowski proponuje też konkretne rozwiązanie, czyli obowiązkowe testy sprawdzające wiedzę członków komisji, zanim zasiądą do liczenia głosów. Jak zaznacza, nie chodzi o rewolucję, bo polski system wyborczy sam w sobie działa dobrze, ale o jego stopniowe usprawnienie i profesjonalizację.
